18
1
12
Mam Hackintosha. Jakiś czas temu robiłem upgrade do Liona ze Snow Leopard. Po tym jak mi się udało pisałem wujkowi maila ze sprawozdaniem z instalacji bo też się w to bawił. Stwierdziłem, że dobrze by było go zaprezentować dla potomności :).
Po pobraniu .app instalacyjnego Liona wziąłem się za zamontowanie unibeasta na swoim kluczyku USB. wszystko przebiegło bezproblemowo, odpaliłem instalatora (po zrobieniu backupa partycji Snow Leopard). Oczywiście stwierdziłem, że zrobię upgrade ale instalator uparł się, że nie mogę zrobić na danym dysku upgrade 'bo nie'. Szybkie googlniecie doprowadziło mnie do strony support.apple.com gdzie zalecili zmniejszenie upgradeowanej partycji o minimum 128 MB. Ok, dziwna sprawa ale czemu nie. Pomogło. Instaluję... Trzymam kciuki... Pasek ładowania mija już wielkie X, zostają 4 minuty i... Czarny ekran, bios mnie wita, po kilku chybionych próbach instalacji wyłączam w biosie podciąganie procka (które zostawili włączone w instrukcji upgrade ale co tam) i ponownie sprawdzam wszystkie ustawienia. Robię nową partycję na liona z jednej, której nie używałem (o dziwo). Po zabawie w biosie instalacja na czystej przebiegła bezproblemowo, więc próbuję instalacji na starej - bez sukcesu, instalator po prostu zalicza crasha.
W tym punkcie jestem już w stanie wejść do liona mając podpięty kluczyk unibeasta ale chcę być w stanie zrobić upgrade, więc staram się przywrócić obraz - bezskutecznie bo zrobiłem go przy pomocy narzędzia dyskowego. Myślę "ok, przekopiuję stuff na liona, którego mam postawionego teraz i jazda :)". Przekopiowałem appki i bibliotekę nie usuwając ich ze źródła na wszelki wypadek. Biorę się za multibestię. Zaznaczam ustawienia z przewodnika i bum, już nie odpala się lion nawet mając kluczyk. Ponownie reinstall i kombinowanie z bestią. Po 2 nieudanych razach (zaznaczam 1. Wszystko co wydaje się potrzebne 2. Tylko to co wydaje się niezbędne) przekopuję tonymaca.
Znajduję guide napisany przez Japońca dla mojej mobo tylko z biosem FF a ja mam FA. Myślę sobie - "nie będę tykał biosu bo jak coś spieprzę to będzie nieciekawie" więc próbuję jego instrukcji dla swojej wersji. Jego instrukcja jest dla 10.7.2, więc biorę się za zasysanie combo update. Pobieranie rozwala mnie na kolana bo co kilka MB muszę wznawiać, dobrze, że Safari ma funkcję przywracania pobierań. Po otworzeniu monitora systemu tak by podglądać ruch sieciowy biorę się za ponawianie. Po 100 ponowieniach staje na 380MB i nie chce wznowić się dalej. Zrezygnowany sprawdzam firmware dla swojego routera, nie ma nic nowego, więc sprawdzam czy w końcu wyczaili ludzie jak wgrać na niego OpenWRT i okazuje się , że tak :). Bez lutowania, wszystko bezproblemowo wgrałem, tylko że obraz, który wgrałem niczego sensownego nie zawierał. Nie miałem obsługi USB, więc nie szło połączyć się z netem. Ręcznie pobrałem z lapka Patrycji paczki, które potrzebowałem, postawiłem serwerek ftp i wgetem zassałem co potrzebowałem na router. Instalacja paczek, konfiguracja, restart i wszystko zadziałało od pierwszego kopa :).
Teraz wielka chwila, wznawiam pobieranie i poszło dalej. Dla jasności, doszedłem do tego, że to router (albo coś dalej za nim) próbą pobierania na lapku i Lionie odpalonym przez unibeasta. Update pobrany, skopiowany na kluczyk no i wrum. Kilka razy powtarzam cykl instalowania wszystkiego, puszczania bestii i nieudanych bootów z USB i bez. W międzyczasie przeglądam wątki na tonymacu i dowiaduję się, że bootloader mogę mieć z wcześniejszej wersji. Wydaje się logiczne bo w końcu partycja z Snow nadal sobie siedzi cicho w koncie by dać mi moje słodkie dane gdy postawię stabilnego lwa . Robię restart bez USB, patrzę i racja, wersja z końca 2010. Robię backup istotnych danych ze Snow na przelewającą się partycję ze WSZYSTKIM i scalam obie partycje (podział wyglądał tak 1. Snow Leopard 2. Lion 3. SharedRW 4. Home). Teraz odpalam instalację, zapuszczam bestię i dalej nic. Znalazłem kolejny wątek o działającej podobnej konfiguracji ale dla wersji biosa F8. Robię co trzeba i zatrzymuje się na FakeSMC. Ponawiam starania i znowu to samo. Mam działający bootloader i wszystko czego mi potrzeba łącznie z listą kext'ów i DSDT dla swojej mobo a i tak nie chce zatrybić.
Skoro wszystko wykluczone pozostaje BIOS. Gigabyte ma opcje aktualizacji z kluczyka USB ale podobno nie wszystkie kluczyki widzi i czasami się to nie sprawdza ale lepsze to niż nic, tylko nie mam swojego drugiego kluczyka bo zostawiłem go w Gdańsku i kumpel się nim zaopiekował nic mi nie mówiąc podczas gdy ja wpadałem w paranoję bo nie mogłem go znaleźć ani w Koszalinie ani w Bielsku. Na szczęście mam walające się stare empetrójki swoje i Patki. Moje z biosem nie chciały współpracować, patki też nie, czytnik kart SD pomimo, że był widziany to nie do użytku bo działa na USB 1.1 i sam się wyciąga co minutę (nie wiedzieć czemu, pewnie wilgoć go kiedyś załatwiła), więc pozostałem bez opcji. Po 2 dniach ciągłej walki z przerwami na sen padłem zrozpaczony.
Rano opowiadam Patce o przejściach i wpada mi do głowy:
Po 3 dniach walki Lion działa.
25 11 09, 16:19:29 | Znowu tapetki z NG |
88 tapet z National Geographic, instrukcje dla laików w środku :). Python for ubuntu.
12 1 08, 18:09:46 | Postaw mi piwo :D | Ludwik oświecił mnie, że da się robić przelewy z PayPal bez aktywowania karty. Z tej okazji dodałem w prawym górnym rogu przycisk "Postaw mi piwo :)".
5 11 07, 21:10:36 | Płyty Ubuntu |