Kara biblioteczna
Przyszła do mnie piękna koperta z Śląskiej Agencji Finansowej (windykatorzy, nie linkuję by im PRa nie podbijać :P) z wezwaniem do zapłaty pewnej (kara biblioteki + 20zł opłaty manipulacyjnej ŚAFu) kwoty powstałej z tytułu niedotrzymania terminu zwrotu woluminów w latach ubiegłych (2006 bodajże). Coś mi tu nie pasuje...
O zaległej kwocie oczywiście pamiętałem ale nie regulowałem jej bo w końcu nikt nie lubi płacić kar. Gdy oddawałem książki (by kara nie rosła) pani bibliotekarka uprzejmie powiedziała mi, że karę mogę zapłacić następnym razem gdy będę coś wypożyczać. ŚAF wysłał do mnie wezwanie (bez potwierdzenia odbioru) na podstawie:
- Ustawy z dnia 27 czerwca 1997 r. o bibliotekach (Dz. U. Nr 85, poz 539 z 1998 r. z późn. zm.)
- Ustawy z dnia 25 października 1991 r. o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej (Dz. U. Nr 13, poz 123 z 2001 r. z późn. zm.)
- Statutu Koszalińskiej Biblioteki Publicznej (Uchwała Nr VII/161/99 Rady Miejskiej w Koszalinie z dnia 18 czerwca 1999 r.)
- oraz zarządzeń Dyrektora Koszalińskiej Biblioteki Publicznej
Ustawy i statut nic sensownego w moim przypadku nie mówią bo zwalają sprawę uiszczania opłat na regulamin biblioteki. W zarządzeniu nr. 8/07 (wprowadzonego hej hoo po tym jak oddałem książki) moją uwagę przykuł punkt 12:
Czytelnik przetrzymujący zbiory ponad termin określony w regulaminie otrzymuje upomnienie. Jeżeli mimo to wypożyczone zbiory nie zostaną zwrócone biblioteka może dochodzić swoich roszczeń korzystając z pośrednictwa firmy windykacyjnej i na drodze sądowej.
Coś mi tu nie pasuje. Po pierwsze: zbiory oddałem, więc nie mieli prawa przekazać mojego długu do ŚAFu. Po drugie: rozporządzenie zostało wprowadzone bez informowania mnie. Nie dostałem listu, z znowelizowanym regulaminem do podpisania, więc obowiązuje mnie stary. Byłem dzisiaj w bibliotece i sprawdziłem jak wyglądały rozporządzenia z okresu gdy miałem książki. Wszystko identycznie poza wzmianką o firmie windykacyjnej (no i cennik troszkę się zmienił).
Starałem się sprawę wyjaśnić. Panie bibliotekarki odesłały mnie do Pani Ewy Ch. (konsultantki ds. windykacji w bibliotece albo czegoś w tym rodzaju). Pani Ewa nie znała regulaminu. Przedstawiłem jak sprawa wygląda. Odesłano mnie do dyrektora. Przypadkiem student naszej politechniki również miał podobne obiekcje więc poszliśmy razem na rozmowę. Sprawa studenta wyjaśniła się ponieważ załapał się na listę dłużników biblioteki do windykowania przez niedopatrzenie (zaległość powstała w 2007 a tych biblioteka nie tyka - dają im czas :P). Karę zapłacił a list od ŚAFu zabrał dyrektor by tego klienta odwołać. Moja zaległość jest starsza (i większa) więc to, że na liście jestem niedopatrzeniem nie było. Dyrektor starał się pokazać nam, że karę tak czy siak zapłacić musimy. Gdy zwracałem uwagę na nieścisłość w regulaminie zmieniał temat albo podkreślał, że to zarządzenie było konsultowane z dwoma prawnikami. Niestrudzenie starałem się mu pokazać co jest nie tak. W końcu powiedział, że da rozporządzenie do ponownej analizy a kolega jak już wiecie szczęśliwie zaoszczędził 20zł (oczywiście błąd w regulaminie również widział i na swój sposób starał się razem ze mną go podkreślić). Ostatecznie rozmowa mi nic nie dała poza wiedzą ogólną o ilości dłużników i najwyższej karze jaką pewien jegomość musi uiścić (10 000zł! Wypożyczał płyty za które dzień zwłoki równy jest karze 5zł.).
Podczas rozmowy z dyrektorem miałem Deja Vu xD. Śniło mi się kiedyś coś identycznego.
Ostatecznie zwracam się do was drodzy czytelnicy. Czy fakt, że jestem nadal uczniem (jeszcze nie studentem) może jakoś wpłynąć na karę (nie mam nawet NIPu o zarobkach nie wspominając)? Czy regulamin faktycznie jest dziurawy (może mi się zdaje :P)? Co powinienem zrobić?


zamber88@gmail.com
Hmm jesteś z mojego miasta – w lokalnej gazecie poszukaj bo tam są darmowe porady prawne co tydzień(piszą jak i gdzie te porady uzyskać za darmo) więc oni powiedzą co i jak.
Znając życie, wysokość kary w tej bibliotece nie jest jakąś zaporową kwotą, więc generalnie uważam, że od zapłacenia korona Ci z głowy nie spadnie.
Czemu? Ponieważ były przypadki, że ludzie mieli problemy z uzyskaniem kredytów itp. ponieważ kiedyś mieli jakąś nieuregulowaną należność w wysokości raptem kilku złotych. Naprawdę GŁUPIO mieć w przyszłości problemy ponieważ za gówniarza jeszcze wpadłeś na listę dłużników z powodu kilkunastu złotych w bibliotece…
No tak, pewnie zapłacę ale poza mną zostają 3000 osób z niemałymi kwotami do uregulowania.
Oczywiste jest, że obowiązują Cię jedynie przepisy (choćby i zarządzenia, prawo wewnętrzne zakładowe) z okresu kiedy miałeś nawiązany stosunek prawny – wypożyczone książki – z biblioteką. Ale sam fakt, że kiedyś zarządzenie nie przewidywało sposobu egzekucji wierzytelności nie stwierdza jeszcze, że nie można było tej wierzytelności dochodzić przez stosowne przedsiębiorstwo windykacyjne.
Fakt, że jesteś uczniem niewiele tu zmienia. W kary 10000 zł nie wierz.
Co do 10 000 zł jest to kompletnie prawdopodobne (wystarczy zerknąć w cennik) ze względu na ludzką głupotę.
Wcześniej było „[...]może dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej.”. Nie zastrzega to tylko jednego sposobu (droga sądowa to przecie nie windykatorzy :P)?
true, to nie windykatorzy, ale nie znam żadnego przepisu wg którego jednostka budżetowa (jaką jest biblioteka należąca do samorządu) nie mogłaby skorzystać z prawnie dopuszczonej możliwości cesji wierzytelności na rzecz innego podmiotu.
podejrzewam że wolałbyś mieć do czynienia z windykatorami niż organami egzekucji.
heh, dzisiaj przyszło mi upomnienie z biblioteki… chyba idę oddać książkę :)